Kopalnia soli w Kłodawie

Punktualnie, wszyscy zwarci i gotowi, ruszamy do Kłodawy. Sama podróż jest o tyle interesująca, że dla wielu stała się okazją do empirycznego sprawdzenia czy autostrady w Polsce naprawdę istnieją. Istnieją.
A my jesteśmy zupełnie spokojni - jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z potencjalnych niebezpieczeństw i wrażeń, które czyhają 600 m pod ziemią, gdzie już niedługo mieliśmy się znaleźć.

Godzina 16:00

Zanim jednak zjedziemy pod ziemię najważniejsza dla młodych towaroznawców część programu - seminarium naukowe. Kopalnia zapewniła doskonały zespół, który znając przedmiot towaroznawczych zainteresowań przygotował specjalną godzinną prezentację.
Dzięki geologowi poznajemy podstawy istnienia i pracy kopalni - wielkość, możliwości, a co najbardziej istotne jakość kłodawskich złóż soli. Rozkład i ilość komór wydobywczych, sposób powiększania wyrobisk, organizacja pracy i to jak kopalnia radzi sobie z potencjalnymi zagrożeniami dla górników pod ziemią są przedmiotem wykładu. Kiedy wiemy już prawie wszystko o specyfice zakładu produkcyjnego jakim jest kopalnia przechodzimy do systemów zarządzania jakością.

Małgorzata Kusztal - Pełnomocnik Zarządu ds. HACCP wymienia niewątpliwe sukcesy. Od 2003 roku kopalnia sukcesywnie zdobywa kolejne certyfikaty jakości. Od Certyfikatu Kultury Jakości przez ISO i HACCP po specjalny certyfikat wymagany na niemieckim rynku QS. Jak się okazuje największą trudnością z wprowadzeniem tych systemów było nie tyle zreformowanie procesów produkcyjnych, czy przygotowanie specjalnej dokumentacji, lecz przekonanie samych górników o wysokim znaczeniu jakości wydobywanej soli.
Chwila marketingu, czyli "Dwie rzeczy są najważniejsze na świecie: słońce i sól" Pliniusza Starszego, animacje, zdjęcia rodem z albumu National Geographic, zaproszenie do kopalnianego sklepu, a tymczasem my czujemy się już w pełni gotowi na podbój wyrobisk.


Godzina 17:00

Nie tak szybko. Nie wiedzieć czemu wchodzimy do góry. Zostajemy zaopatrzeni w kaski, lampy i fartuchy, a jedynym za co kobiety są naprawdę wdzięczne jest brak luster.

Prowadzą nas do szybu, dzielą na grupy. Zjeżdżamy. O tym zjeżdżaniu trzeba by chyba trochę więcej powiedzieć, bo od wind w rodzimym wieżowcu ten wehikuł różni się znacząco. Klaustrofobiczne pomieszczenie, któremu jakoś trudno zaufać. Szczęśliwym trafem lądujemy na ustalonych 600 metrach pod ziemią. Tylko dlaczego tak wieje?

Dwóch przewodników na miejscu i zaczynamy wędrówkę. Słuchamy geologa i przy okazji widzimy o czym mówi, idziemy, oglądamy kapliczkę św. Kingi, słuchamy, robimy zdjęcia pierwszym górnikom, którzy zamienili się w słupy soli, idziemy, potykamy się o szyny dla wagoników bądź uderzamy głową o żeliwne podpory sufitu, słuchamy, odrywamy kawałki ścian, idziemy, znów słuchamy, tym razem o materiałach wybuchowych w kopalni, idziemy, podziwiamy gigantyczne wyeksploatowane komory, słuchamy, co niektórzy zabrali ze sobą sprzęt i wyżywienie z pomysłem zwiedzania kopalni na własny rachunek jednak dowiedzieli się, że w sumie szyby mają jakieś 300 km i ostatecznie idziemy razem, słuchamy, wyjmujemy elementy konstrukcyjne ze ścian, włazimy po niby schodach, słuchamy przewodnika, co opowiada o konikach, czołgamy się już prawie po tych przebytych kilometrach, ale mimo wszystko i tak mamy siłę zaopiekować się co większymi okazami z wagoników pełnych soli. Dwie godziny minęły szybciutko.

Znów ta pseudo-winda i po 100 sekundach (dla nieliczących: winda jedzie z prędkością 6m/s) jesteśmy na górze. Uff, przeżyliśmy.

Godzina 19:00

Poznaliśmy podstawy geologiczne i systemy zarządzania jakością kopalni, zjechaliśmy na dół, nic się nie zawaliło, nikt się nie zgubił, soli mamy na cały rok, możemy wracać do domu.

Wyjazd okazał się niewątpliwym sukcesem nie tylko pod względem naukowym - dzięki fantastycznym prowadzącym udało nam się naprawdę wiele zapamiętać i zrozumieć, ale też niesamowitą przygodą. W końcu nie co dzień wybieramy się w podroż do wnętrza Ziemi.

Zapraszamy też do galerii.