Rogoźno 2007

Maj. Nazwa piątego miesiąca roku pochodzi podobno od Maji, pewnej nimfy, matki Hermesa - patrona podróżników. Oprócz tego jeśli w maju grzmot, rośnie wszystko w lot, a kto się w maju urodzi, dobrze mu się powodzi. W bardzo wielu językach maj jest po prostu majem, jednak istnieją interesujące wyjątki. Na przykład po fińsku maj to: toukokuu, chociaż mi szczególnie przypadła do gustu czeska, bynajmniej oczywista, wersja - květen.

Tak właśnie przeciętnemu studentowi kojarzy się maj. Urodzaj nimf u celu podroży, z którymi można się porozumiewać każdym znanym językiem, a będąc porażeni grzmotem jak młody Michael don Corleone, modlimy się jedynie, żeby tylko nic się później nie urodziło.

Energię, którą dostarcza maj postanowili wykorzystać również członkowie Spectrum i Rynku wyjeżdżając na weekend do ośrodkatittitti w Rogoźnie niedaleko Poznania. Chociaż my staraliśmy się skupić tę energię głównie na towaroznawstwie. Z tego też naukowego powodu, nie obawiając się następstw, płodziliśmy do woli. Przez dwa dni i dwie noce dawaliśmy upust swojej niezmierzonej intelektualnej potencji.

Mimo, że w tym roku zabrakło tematu przewodniego wyjazdu, to pracy było dużo. Sam początek, to 23 450 odcinek "Mody na sukces", czyli analizy danych pochodzących z modelu żywieniowego studenta. Później w zespołach zajęliśmy się swoimi projektami. Jednej z grup udało się wykorzystać hordę wygłodniałych studentów do przeprowadzenia badań właściwości organoleptycznych analizowanych w projekcie ciasteczek.

W Rogoźnie mieliśmy do dyspozycji bezcenny wolny czas i swobodną przestrzeń, a także kadrę fachowców - mgr M. Szlachtę, dr B. Pachołka, mgr T. Olejniczaka i dr Żmudzińskiego, dzięki czemu nasze wysiłki były znacznie bardziej efektywne. Obecność szanownych kierowników wycieczki sprzyjała również dopinaniu wszelkich zobowiązań związanych z Dniami Młodych Towaroznawców, które już za dwa tygodnie.

Po ciężkiej pracy należało sobie oczywiście zapewnić odpowiedni odpoczynek. Niezapomniane filmowe kalambury, zacięte mecze NBA, tyle że w Polsce i na betonie, wielkie grillowanie pod wodzą wielkiego grill-mistrza mgr T.Olejniczaka, denaturat, puszka i student, czyli "pochodnia - zrób to sam", a także dyskusje do wczesnych godzin rannych o życiu, śmierci i Telly Savalasie, który jak Elvis - wciąż żyje - wszystko to znalazło się w programie czasu wolnego.

Mieliśmy przestrzeń, mieliśmy czas, mieliśmy siebie i kadrę, mieliśmy też co robić, co więcej zrobiliśmy to. Przy okazji odpoczęliśmy i naładowaliśmy akumulatory przed zbliżającym się końcem semestru.

Była podróż, były nimfy, towarzystwo też jakby mówiące wieloma językami, ale udało się - doszliśmy do porozumienia i liczymy, że majowy urodzaj również się sprawdzi. Na DMT.

Zapraszamy też do galerii.